Wieczór, miasto wycisza się, przeciwległe kamienice co jakiś czas dają znak życia mrugając światłem zza zasłon.
Naczynia umyte, pranie rozwieszone, dzieci przygotowane na kolejny dzień usypiają.
Z przyjaciółmi obgadane najważniejsze sprawy i najmniej istotne błahostki. Telefon do ładowarki klik.
Wybieram największy kubek i napełniam go ulubioną herbatą. Na paznokciach ląduje odżywka essie i olejek, może i na twarz nałożę jakieś mazidło. A teraz poprawiam poduchy i zasiadam wygodnie. Wybrałam już serial na dziś. Jupi! Jestem dorosła. Mogę oglądać do której mam ochotę.
Znacie to?
Pamiętam kilka książek od których nie chciałam się oderwać i czytałam do upadłego. Ale że seriale mi to zrobią.... nie miałam pojęcia, jak zresztą i o tym, że kilka z nich w ogóle mnie zainteresuje. Miłośniczką kina nigdy nie byłam choć ignorantką też nie jestem. Statystyczny widz ze mnie.
W czym więc tkwi fenomen oglądania serialu odcinek po odcinku?
Po pierwsze to ja wybieram dzień emisji, po drugie godzinę. Mogę też przerwać w dowolnym momencie. Ja, nie reklamy. Które zresztą niemiłosiernie wydłużają czas poświęcony na odcinek.
Myślicie, że to mało? Dla mnie mój czas jest ważny, i szarpanie przez odgórnie narzucone plany mi nie leży. Zresztą to co w serialu najważniejsze czyli historia z wątkami pobocznymi przerywana dla zaciekawienia widza to nie jest ulubiony przeze mnie sposób skupiania mojej uwagi. Skoro śledzę jakiś serial to znaczy, że mnie jego wątek interesuje i nie potrzeba mi dodatkowej marchewki by do niego wrócić.
I jeszcze wszechobecne reklamy, wzruszająca scena i bum! pojawia się reklama środka do WC, tabletek na zgagę a zaraz później pieluszkek.
Nie wiem czy u Was również, ale we mnie filmy wszelkie wywołują sporo emocji. Niektóre sceny aż chciałabym komentować na bieżąco do znajomych. Największą siłę rażenia mają prawdziwe historie, lub ich zawartość w scenariuszu nawet epizodyczna. Zwykle bardziej nieprawdopodobne od tych wymyślonych, a jednak ładunek emocjonalny noszą właśnie one.
Lubię mój sposób oglądania. Wybór miejsca i czasu. Wyłączenie wtedy gdy chcę moich bohaterów opuścić i powrócić do mojego serialu. Realnego życia w którym mam główną rolę;) Serial to moja przerwa reklamowa;)
Co o tym myślicie?
W czym więc tkwi fenomen oglądania serialu odcinek po odcinku?
Po pierwsze to ja wybieram dzień emisji, po drugie godzinę. Mogę też przerwać w dowolnym momencie. Ja, nie reklamy. Które zresztą niemiłosiernie wydłużają czas poświęcony na odcinek.
Myślicie, że to mało? Dla mnie mój czas jest ważny, i szarpanie przez odgórnie narzucone plany mi nie leży. Zresztą to co w serialu najważniejsze czyli historia z wątkami pobocznymi przerywana dla zaciekawienia widza to nie jest ulubiony przeze mnie sposób skupiania mojej uwagi. Skoro śledzę jakiś serial to znaczy, że mnie jego wątek interesuje i nie potrzeba mi dodatkowej marchewki by do niego wrócić.
I jeszcze wszechobecne reklamy, wzruszająca scena i bum! pojawia się reklama środka do WC, tabletek na zgagę a zaraz później pieluszkek.
Nie wiem czy u Was również, ale we mnie filmy wszelkie wywołują sporo emocji. Niektóre sceny aż chciałabym komentować na bieżąco do znajomych. Największą siłę rażenia mają prawdziwe historie, lub ich zawartość w scenariuszu nawet epizodyczna. Zwykle bardziej nieprawdopodobne od tych wymyślonych, a jednak ładunek emocjonalny noszą właśnie one.
Lubię mój sposób oglądania. Wybór miejsca i czasu. Wyłączenie wtedy gdy chcę moich bohaterów opuścić i powrócić do mojego serialu. Realnego życia w którym mam główną rolę;) Serial to moja przerwa reklamowa;)










