niedziela, 23 września 2012

Moje pierwsze kosmetyki z PRL -top ten

W Polsce, w czasach komunizmu kosmetyki wyższych marek były dostępne w Pewexie i Baltonie, zwykłe w drogeriach państwowych, a niezwykły misz masz w prywatnych butikach. Prywatne drogerie miały nazwy utworzone przeważnie od imienia właścicieli: Basieńka, U Eli, Danmar itd. I nigdy nie wiadomo było na jaki asortyment się trafi. 
Mój niemal "Top ten" tamtych czasów:

1.Jakimś cudem moimi pierwszymi lakierami do paznokci były te z Wet n Wild. Amerykańska, tania firma, a lakiery zaskakująco dobre. Kupowałam je niemal przy Wawelu. 


2.Hitem była szminka w kolorze zielonym, utleniająca się i nabierająca na ustach malinowego koloru. Za to o smaku i zapachu tablicy Mendelejewa.
 ek.pl

3.Moja pierwsza kredka do oczu (Astor) była kupiona za dolary w Pewexie i nie była tania
4.Mascara retro to nieśmiertelna Celia- tusz w kamieniu (jest też wersja w tubce). Dziś firma Delia całkiem nieźle się rozwija i idzie "ku nowemu". Chętnie napisałabym dla tej firmy plan strategiczny. Potencjał widzę.

5.Zapach pudru Yardley poznałabym z zamkniętymi oczami, w zasadzie był to jedyny produkt tonujący odcień mojej skóry, bo jako nastolatka kłopotu z nią nie miałam. Okazuje się, że można go nadal kupić za niewielkie pieniądze:)
6.A te cienie Constance Carroll mieli chyba wszyscy, firma nadal działa i sprzedaje się podobno nieźle:
7.A to wynalazek z tamtych czasów- kredka biała do malowania spodu paznokci. Nie wiem czy ktoś jeszcze tego do francuskiego manicure używa....


8.Jedyną marką luksusową z tamtych czasów jaką posiadałam był LANCOME i jakoś o dziwo nie pozostał mi do niej sentyment.

9.Sztyft do ust Mellisa firmy Uroda (której aktualnie tonik służy mi wyśmienicie).

10.Na pewno o czymś zapomniałam :P

To takie wspomnienie z PRL o moich pierwszych kosmetykach kolorowych. Sentyment do kilku pozostał. I chyba tylko on.
Pin It

24 komentarze:

  1. lubię celię, tusz w tubce jest super jako uzupełniacz, na utlenialną pomadkę poluję bezskutecznie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem jakbym teraz Celię zrecenzowała. Nawet nie wiem czy ją produkują obecnie.

      Usuń
    2. Tu można kupić:
      http://www.spodlady.com/prod_231_Pomadka_utleniajaca_Celia.html

      Usuń
  2. Moja młodość przypadała chyba w tym czasie, co Twoja i też mieszkałam w Krakowie, a jednak tusze Celii i tę pomadkę zieloną znałam tylko z "miejskich legend". ;-) Trochę dlatego, że nie miałam wtedy za co kupować kosmetyków (nawet nie w Pewexach), ale głównie dlatego, że chodziłam do szkoły, w której malowanie się było wielkim złem. Nawet pociągniecie paznokci bezbarwnym lakierem uchodziło za wyzwanie rzucone regulaminowi i skutkowało konsekwencjami...
    Pudry Yardyela (i wody) widywałam u osób, które uchodziły za nieziemsko wyrafinowane... Kiedy kupiłam sobie taki puder na studiach czułam się tak luksusowo. ;-)

    Z tamtych czasów pamiętam dezodorant "Zielone jabłuszko" (wszyscy go używali!), szampon "Bambino" polecany wszelkim alergikom skórnym (oraz szare mydło - także do włosów ;-P) i maść Benzacne, zapisywaną każdemu, komu choćby jeden pryszcz wylazł z nakazem stosowania na całą twarz, na przemian ze spirytusem salicylowym. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Benzacne trafiło w moje ręce jak była już w szkole średniej więc to już było duuuużo później. W każdym razie kontakt był krótki i...po wypaleniu rany na skórze posłałam to do diabła. W sumie nie miałam problemów z trądzikiem, pojawiały się pojedyncze niespodzianki ale dostałam wtedy stężenie 10% jak dobrze pamiętam i po tym spotkaniu wyszło, że mam także uczulenie na ten składnik.

      Spirytusu nie kojarzę ale za to Acnosan :)

      Usuń
    2. Tak, tak do szkoły nigdy się nie malowałam, u nas też nie było wolno. Dostęp do kosmetyków, ograniczony, ale miałam. Pamiętam, że wiele rzeczy w tamtych czasach mogło powodować, że czuło się powiew luksusu.

      Dezodorant "Basia" pamiętam. Biały jeleń i Bambino również.

      Acnosan, Benzacne i spirytus... tak, tak, walka z pryszczami tym była.

      Usuń
    3. U mnie przygoda z Benzacne skończyła się podobnie. Po poradzie dermatologa, że mam to nakładać nie tylko na te parę wyprysków, ale na całą twarz (???) dostałam porządnej alergii... Co nie zniechęciło kolejnych dermatologów do zapisywania mi tego, choć przychodziłam do nich z alergiami zwykle, nie z trądzikiem... ;-)

      Jeszcze pamiętam,że szczytem luksusu w pewnym momencie były dezodoranty "8 X 4" - pamiętacie je?

      I w szkole średniej, kiedy pojawiły się reklamy "mydełka Fa" i dezodorantów - dziewczyny zaczęły je masowo kupować, nosić do szkoły i lać się nimi na przerwach obficie - jak perfumami - na dekolt, włosy, wszystko dookoła...

      Jeszcze później robiły to z "krzykiem z wykrzyknikiem", gdy się pojawił, co sprawiło, że bokiem mi wyszedł ten zapach...

      Aha, Constance Carroll - moje pierwsze tusze do rzęs... ;-)

      Usuń
    4. Una, pamiętam te dezodoranty :))) i jeszcze był Impulse :D z panterą kojarzę najlepiej na opakowaniu taki jeden.

      Z Constance Carroll pamiętam moje pierwsze kolorowe maskary: szarość i granat oraz odżywkę do rzęs/brwi która teraz spotykam w UK. Jest bardzo popularna :)))

      Pastereczko, Bambino! a szampon Bambi?

      Usuń
  3. Pamiętam moja mama miała taki tusz.
    Kosmetyki Constance Carol używałam już i ja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój pierwszy kontakt z kosmetykami kupowanymi przeze mnie to były takie firmy jak Astor, Yves Rocher, Constance Carroll, Mellisa, czeskie konturówki.

    Mnie Pewex za to kojarzy się z kasetami magnetofonowymi Sony, to były moje pierwsze zakupy tam :)

    Pozostałe produkty znam z Maminej kosmetyczki :D Dzięki Niej sięgnęłam po puder Yardley i niestety obecna forma to już nie to samo, tusz w kamieniu Celii oraz cienie czy pomadki z tej firmy. W łazience królowała seria Yradleya w postaci pudru do ciała i perfumy. Mam ochotę na nowo wrócić do tych ostatnich i przekonać się, czy magia pozostała ;)))
    Firmą, którą pamiętam i kojarzę od dziecka to Guerlain, flakony gościły u Taty jak i u Mamy.

    Poza tym znajomy rodziny, który był marynarzem zawsze przywoził dla Taty zapas talku Old Spice - cudowny zapach i nie miał NIC wspólnego z tym, co oferują obecnie z tej firmy. Zostawiłam sobie na pamiątkę jedno opakowanie z odrobiną wspomnień ;)))

    Sporo tego było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O czeskich konturówkach zapomniałam ;) to ten nr 10.

      Kasety też pamiętam.

      Marynarze mieli przywileje..
      Jakoś nigdy nie miałam do czynienia z zapachowymi pudrami, talkami. Świetny pomysł z "pamiątką" - zapachy cudownie przywołują wspomnienia.

      A co do Guerlain to zawsze były to luksusy, i choć nie miałam z nimi nic wspólnego to moja ulubiona marka selektywna do dziś.

      Usuń
    2. :))) to były czasy!

      Marynarze mieli swoje przywileje, fakt :) I do tej pory pamiętam niektóre kąski, nie mówiąc już o ubraniach, które były mega kolorowe a w sklepach wszystko szaro bure...

      Mama zaszczepiła mi miłość do perfum. Nie miała/ma ich zbyt dużo ale rozumie moją pasję. Toaletka Mamy to była święta strefa. Mogłam tam myszkować pod nadzorem :) Wyszło mi to na zdrowe i wiem, że taki sam model wprowadzę w życie.

      Lubię te wspomnienia, szczególnie, że nie było komórek, komputerów i życie dziecka wyglądało inaczej. Przynajmniej u mnie :)

      Usuń
  5. Mi najbardziej podoba się zielona szminka:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaa pamietam yardleya zapach! :)
    Z czasow mojego dziecinstwa zapamietalam szczegolnie dezodoranty z czapeczka, jak go sobie kupowalam majac chyba 6czy 7lat to czulam jakbym conajmniej perfumy kupowala :p ? Ktos je pamieta ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapachy jakoś się pamięta i uruchamiają lawinę wspomnień:)

      Pamiętam, marketing zadziałał, nazwa uciekła ale kształt w pamięci jest;)

      Usuń
  7. Ja miałam taki dezodorant z czapeczką w roku bodajże 1994 :D O ten różowy :D Na tym blogu jest zdjęcie:
    http://dudkowa.blogspot.com/2012/09/cudowne-lata-90.html
    Moja mama wspomina tusz do rzęs Arcancil nakładany szczoteczką tak jak ten Celii. Nie jestem pewna czy to ten, ale możliwe
    http://beautyjagd.files.wordpress.com/2011/01/cake-mascara1.jpg
    Osobiście z kosmetyków PRL-owskich pamiętam głównie te dziecięce z racji wieku ;) (mydło Kajtek, szampon Bambi, mydło Biały Jeleń) i szminki Celii mamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to te cuda. Każda córka wie co mama w kosmetyczce trzyma;)

      Usuń
  8. Kurcze, jak dawno nie widziałam niektórych z tych zabawek, a przecież znam i to dość dobrze :-) Paznokcie uparcie wybielałam kredką, a cienie Constance Carroll wspominam z uśmiechem do dziś :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. hahah szalone kosmetyki! moja mama miała tą szminkę :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Spodobało mi się Twoje stwierdzenie, że napisałabyś dla Celii plan strategiczny :) Ciekawa jestem potencjalnych wrażeń :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...